Radość życia po przeszczepie ZDROWIE 10/2003

Wersja do wydruku   

Kiedy 15 lutego 2001 roku zadzwonił telefon, w domu Bogumiły Boczkowskiej z podwarszawskiego Ursusa zapanowała martwa cisza.. Jakby wszyscy poczuli, że to już teraz. Czekając na przeszczep, bez przerwy sprzątala. Może podświadomie chciała uporządkować swoje życie na wypadek najgorszego. Wreszcie postanowiła zająć się remontem kuchni. Dlatego pierwsza myśl, która przebiegła jej wtedy przez głowę, wydaje się diś bez sensu - przecież nie ma nowego zlewu i blatu na szafki.
Panią Bogusię leczono na wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Gdy chorobę opanowano nikt nie pomyślał, że trzeba obserwować wątrobę.. Dopiero kiedy po kolejnym alaku przypominającym kolkę wątrobową
znalazła się w szpitalu, zrobiono biopsję i okazało się. że wątroba jest bardzo uszkodzona. Lekarze podejrzewali utajone zapalenie typu B lub C.

 

Wirus zniszczył wątrobę

Magdalena Kożuchowska, astronom z Polskiej Akademii Nauk, ma 58 lat. Cztery lata temu jej wątroba była jak złom. Tylko do wymiany. W młodości pani Magdalena pływała, grała w kosza, jeździła konno. Oddawała honorowo krew. Zapewne tak 20 lat temu , zaraziła się wirusowym zapaleniem wątroby typu C. Bóle w prawym boku zaczęły się w 1988 roku. - Potem bardzo spuchłam, wciąż miałam wzdęcia i absmak w ustach - wspomina. USG niczego nie wykazało.
Przyzwyczaiła się do osłabienia, aż pojawiło się bezustanne swędzenie całego ciała. - Nie do wytrzmania. Swędziały mnie dłonie, ręce, uda, brzuch, plecy, głowa, nawet uszy, wszystko! Spalam ze szczoteczką do zębów, aby móc się podrapać po plecach - jeszcze teraz mówi o tym szybkim, podrażnionym głosem. - Kiedy wątroba nie oczyszcza krwi, która dociera do wszystkich
zakamarków ciała, to tam, gdzie osadzają się te zanieczyszczenia, człowieka swędzi - tłumaczy pani Magda. W 1995 roku zrobiono jej biopsję. Okazało się, że ma pierwotną żółciową marskość wątroby na skutek immunologicznego błędu w organizmie. Lekarze powiedzieli jej, że marskość i żółtaczka typu C szybko niszczą wątrobę i są nie do wyleczenia.

 

Podjęty trudną decyzję

Pani Magdalena nie mogła dużo pracować, musiała przejść na pół etatu w PAN. Zaczęły się krwotoki, najpierw z nosa. Któregoś dnia wymiotowała krwią. Uzbierała .się cała miska. Lekarze polecili, by oszczędzała się jeszcze bardziej. Każdy krwotok mógł się bowiem skończyć tragicznie. W maju 1998 roku profesor Andrzej Habior powiedział: „Jedyną pani szansą jest transplantacja wątroby. Czy pani się zgadza?" „Tak" - odpowiedziała bez wahania. Miała do niego zaufanie. Poza tym przecież i tak była na równi pochyłej.
Wysłano ją na badania. - Męczyli mnie okrutnie. Wstrzykiwali kontrasty, promieniotwórcze izotopy, prześwietlali promieniami rentgena, badali serce, włącznie z wysiłkowym EKG, po którym tydzień czułam się fatalnie. Byłam też u psychiatry, który wypytywał o myśli samobójcze. Parsknęłam śmiechem, bo przecież tak chciało rni się żyć. - Teraz już wie, że marskości często towarzyszy depresja.
Pani Bogusia z dużymi wątpliwościami podpisała zgodę na przeszczep: - Lekarz mówił, że ze swoją wątrobą mogę przeżyć jeszcze pól roku. Wiedziałam, że tyle nie wytrzymam. Strach pr/ed śmiercią kazał się ratować - wspomina. - Czasem byłam na siebie zła, że się niecierpliwię, że jakbym bezwstydnie czekała na czyjąś śmierć. Sama siebie uspokajałam, że to przecież nic zależy ode mnie.

 

Trzeba się śpieszyć

Konsylium lekarskie zakwalifikowało panią Magdę do operacji w styczniu 1999 roku. Pół roku później, 2 czerwca po południu, zadzwonili ze szpitala, że ma się zgłosić następnego dnia. Mąż z synem odwieźli ją. Ostatni obraz, jaki zapamiętała przed transplantacją, to widok księdza, który udzielał jej sakramentu chorych. Potem... czarna dziura.
Wątrobę można przeszczepić w ciągu 12, najdalej 15 godzin od pobrania. Najpierw lekarze czekają na zgłoszenie, że jest dawca, potem jedzie zespól i pobiera narząd. Kiedy wątroba jest w drodze do szpitala, gdzie pacjent czeka już przygotowany na stole operacyjnym, lekarze usuwają mu zniszczony organ - tłumaczy prof. Marek Krawczyk.

 

Operacja trwała 14 godzin

Magdalena Kożuchowska na oddziale intensywnej opieki medycznej (OIOM) leżała 12 dni. Męczyły ją halucynacje. - Byłam przekonana, że to ja jestem dawcą, ale moja wątroba do niczego się nie nadaje. Potem dowiedziałam się, że większość chorych ma takie stany, prawdopodobnie na skutek długiej narkozy.
Nie mogła samodzielnie oddychać. Po kilku dniach siostra poprosiła o mszę świętą w jej intencji. - Odpra- wiono ją rano. a w południc odłączyli mnie od aparatury. Czuwają nade mną całe pułki aniołów - uśmiecha się pani Magda.
Po miesiącu w Instytucie Transplantologii lekarze dobrali jej leki immunosupresyjne, które chronią przed odrzuceniem przeszczepu. Po kolejnych trzech tygodniach wróciła do domu.
Kiedy pani Bogusia obudziła się po operacji, nie czuła bólu. Miała tylko duży opatrunek na brzuchu. Nazajutrz wstała. Kryzys przyszedł ósmego dnia, konieczne było przetoczenie krwi i podawanie osocza. Po trzech dniach jej stan zaczął się szybko poprawiać.

 

Powrót do życia

Pani Magdalena nie mogła nacieszyć się domem, mężem, dwoma synami i całym światem. Po miesiącu tańczyła polkę na weselu siostrzenicy. Dziś prowadzi normalne życie, Ale teraz pracuje więcej w domu, pisze, tłumaczy. Na półce stoi świeżo wydana encyklopedia szkolna, w której jest autorką działu o wszechświecie. Ostatnio miała kłopoty z. sercem i lekarze zabronili jej biegać, więc chodzi, ale raczej szybko.
W jej nowym życiu są jednak i ograniczenia. - Muszę codziennie brać leki, by organizm nie odrzucił wszczepionego narządu. Bo nowa wątroba jesl przez system obronny traktowana jak ciało obce, jak bakterie i wirusy. Jesieni też bardziej narażona na różne choroby. Aby nie złapać infekcji, powinnam omijać większe skupiska ludzi, To czasami trudne, bo lubię kino, teatr i jazdę tramwajami. Na szczęście pilnują mnie najbliżsi - uśmiecha się pani Magda. - Ostatnio nie pozwolili mi odwiedzić chorej ciotki.
Pogodziła się z własną delikatnością, z tym, że porztebuje teraz więcej snu i często bywa bez powodu smutna i płaczliwa. Nigdy nie zapytała, kim był dawca. Dług wdzięczności spłaca, działając w ramach Stowarzyszenia Pomocy Ludziom z Uszkodzoną Wątrobą. Swoimi doświadczeniami, siłą i nadzieją dzieli się z chorymi przed ich operacjami i po nich, podpowiada, jak żyć. Jeździ na Jasną Górę na msze w intencji dawców wątroby, ich rodzin i lekarzy, którym zawdzięcza nowe życie. Pani Bogusia dostrzega teraz i docenia drobne rzeczy. Zachwyca się kwiatami na trawniku i równo przystrzyżoną trawą. Jest bardzo pogodna. Nikomu nic odmawia pomocy. Dla wszystkich ma czas, dobre słowo. - Dostałam drugą szansę, nie chcę jej zmarnować. Magda, moja starsza córka kończy studia, młodsza pracuje i ma wspaniałe plany na przyszłość. Po 25 latach małżeństwa jestem nadal potrzebna mężowi, Czego więcej chcieć.

 

Barbara Jagas, Anna Jarosz , "ZDROWIE" Nr.10 październik 2003

 

POLSKIE TRANSPLANTACJE
Prof. Marek Krawczyk z Akademii Medycznej w Warszawie wykonał już ponad 100 przeszczepów wątroby, natomiast w jego klinice wykonano ich 210. Pierwszą taką operację w Polsce przeprowadzono w 1995 roku. Dotąd wykonano ich 440, w tym 150 z wykorzystaniem wątroby obcego, zmarłego dawcy. Reszta to przeszczepy rodzinne.

Projektowanie stron SSI